Blog
kawał w bok od szosy głównej
Krzysztof Wołodźko - Consolamentum
Krzysztof Wołodźko - Consolamentum Bicz na konliberałów...
122 obserwujących 786 notek 979358 odsłon
Krzysztof Wołodźko - Consolamentum, 5 maja 2017 r.

Na blachach KSU. Punk i Polska

1658 7 0 A A A
Solina. Fot. Krzysztof Wołodźko
Solina. Fot. Krzysztof Wołodźko

12 czerwca 1980 roku w cukierni „Jagódka” pojawia się niewielkie ogłoszenie o koncertowym debiucie grupy KSU. Rzecz ma się odbyć dwa dni później w biurowcu Kombinatu Budownictwa Komunalnego przy ulicy Fabrycznej. Wieść rozchodzi się pocztą pantoflową. Publika – młodzież płci obojga plus silna ekipa „pensjonariuszy” okolicznego więzienia. Więźniowie zajmują się murowaniem bloku przy ulicy Feliksa Dzierżyńskiego, ale socjalistyczna ojczyzna dba także o ich życie kulturalne. KSU gra „Ustrzyki”. Nic dziwnego, że kapela trzykrotnie bisuje z kawałkiem „Złodziej”, tragikomiczną historyjką o losach drobnego złodziejaszka, a może niezresocjalizowanego kleptomana: „Nie musi wcale kraść / Lecz coś go w bagno pcha / Gdy widzi w sklepie coś / Za chwilę już to ma”.   

Zima 1980 roku. Pociągiem „Solina” w Bieszczady przyjeżdża z Warszawy Kazik Staszewski, wówczas punkowiec znany jako Kazess. Gospodarze czynią honory domu, częstują gościa alkoholem, sami nie wylewają za kołnierz, kosztują ekskluzywnych drinków na bazie denaturatu, słuchają muzyki, bratają się. Głośmy pochwałę kapitału kulturowego! To właśnie dzięki znajomemu ze stolicy KSU zostało zauważone przez Andrzeja „Amok” Turczynowicza, który przygotowywał wówczas duży muzyczny festiwal nad polskim chłodnym morzem.

Ale w szkole wszyscy grzeczni

W sierpniu 1980 roku KSU trafia do Kołobrzegu na pierwszy Ogólnopolski Przegląd Zespołów Rockowych Nowej Fali. Rzecz odbywa się pod patronatem studenckiego, ściśle związanego ze strukturami władzy Socjalistycznego Związku Młodzieży Polskiej, co budzi znaczne kontrowersje w kapeli. Ostatecznie KSU występuje obok głośnych już wówczas grup Tilt i Kryzys. Robert Brylewski, wówczas lider tej drugiej kapeli opowiada o niespodziewanym sukcesie prowincjuszy z Ustrzyk Dolnych: „Nikt ich nie znał, więc niczego nadzwyczajnego się po nich nie spodziewał, tymczasem stali się objawieniem przeglądu. Pokazali świeżość wyrazu, drapieżność, zupełnie odmienne od innych formacji brzmienie”.

Jest sława mołojecka, jest i Sprawa Operacyjnego Sprawdzenia – teczka opisana kryptonimem „Żyletka”. Po powrocie z Kołobrzegu ekipa dostaje wezwanie na komendę MO gdzie uprzejmy, oddelegowany funkcjonariusz SB lakonicznie informuje załogantów, że „mają przejebane”. A ponieważ rzecz dzieje się w Polsce trochę socjalistycznej, ale wciąż mocno religijnej, to dodaje, że nie pomoże chłopakom ani sekretarz lokalnej organizacji partyjnej, ani Matka Boska. 

Dostępne obecnie materiały pokazują, że bieszczadzki ruch punkowy był na celowniku lokalnej bezpieki od kilku lat. Inwigilowano, wzywano, zapisywano co trzeba i wysyłano dalej. I naprawdę nie wiadomo, czy śmiać się bardziej czy płakać, gdy przeczytać notatkę podporucznika Lubasa z lata 1980 roku: „punki nie noszą obecnie żadnych emblematów wyróżniających ich w środowisku, nie wszczynają awantur, ich frekwencja na zajęciach szkolnych nie budzi zastrzeżeń, poprawiły się wyniki ich nauczania”. A czy piją mleko, podporuczniku? – chce się zapytać po latach. 

Ale rzecz nie sprowadza się do tragifarsy. Krzysztof Potaczała w książce „KSU. Rejestracja buntu” przypomina, że do rozpracowania tamtejszego prowincjonalnego punkowego środowiska SB zastosowało szesnaście przedsięwzięć operacyjnych: „od rozmów ostrzegawczych, profilaktycznych i wychowawczych po zastraszanie i wymuszanie zeznań”. Młodym ludziom – właściwie za sam styl nastoletnio-prawie-że-dorosłego życia grożono wydaleniem ze szkoły, zablokowaniem matury, wyrzuceniem z pracy.

Pod prąd

W styczniu 1987 roku, gdy renoma bieszczadzkich załogantów jest już solidnie ugruntowana, kapela gra wraz z Kultem koncert w warszawskiej „Stodole”. Ekipa przed koncertem solidnie wzmacnia się winem. Jest tłoczno i duszno – by nawiązać do znanej frazy Muńka Staszczyka – muzycy wypełzają na scenę pijani. Wokalista KSU wspomina: „po kilka razy zaczynaliśmy ten sam kawałek i nic nam nie wychodziło. (…) W ogóle w tamtym czasie jeździliśmy na koncerty zawsze pijani”. To nie przyczyniało się do budowania wiarygodności zespołu wśród potencjalnych wydawców debiutanckiego albumu.

Alkoholowe podróże donikąd praktykowane przez sławę punkrocka, małomiasteczkową bezkarność picia schyłkowego PRL, Siczka relacjonuje z elokwencją kronikarza własnych upadków. Gdy pewnego wieczoru wracał po pracy do domu, przy krawężniku zatrzymała się syrena, którą prowadził znajomek: „ruszyliśmy do Teleśnicy nad Zalew Soliński, przy czym obydwaj wspomagaliśmy się nieustannie winem marki wino. Tam się dobiliśmy u miejscowych panien, a rankiem ruszyliśmy w drogę powrotną. Jasiu jechał zygzakiem, bo przez upojenie ledwie widział, no i w pewnym momencie stracił orientację. Na moście ściął barierki, po czym runęliśmy z kilkumetrowej skarpy do strumienia...”.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie



Krzysztof Wołodźko
Krzysztof Wołodźko
Utwórz swoją wizytówkę

image


Krzysztof Wołodźko, na ogół publicysta. Miłośnik Nowej Huty.


Wyją syreny, wyją co rano,
grożą pięściami rude kominy,
w cegłach czerwonych dzień nasz jest raną,
noc jest przelaną kroplą jodyny,
niechaj ta kropla dzień nasz upalny
czarnym - po brzegi - gniewem napełni -
staną warsztaty, staną przędzalnie,
śmierć się wysnuje z motków bawełny...

Troska iskrą w sercu się tli,
wiele w sercu ognia i krwi -
dymem czarnym musi się snuć
pieśń, nim iskrą padnie na Łódź.

Z ognia i ze krwi robi się złoto,
w kasach pękatych skaczą papiery,
warczą warsztaty prędką robotą,
tuczą się Łodzią tłuste Scheiblery,
im - tylko radość z naszej niedoli,
nam - na ulicach końskie kopyta -
chmura gradowa ciągnie powoli,
stanie w piorunach Rzeczpospolita.

Ciąży sercu wola i moc,
rozpal iskrę, ciśnij ją w noc,
powiew gniewny wciągnij do płuc -
jutro inna zbudzi się Łódź.

Iskra przyniesie wieść ze stolicy,
staną warsztaty manufaktury,
ptaki czerwone fruną do góry!
Silnym i śmiałym, któż nam zagrodzi
drogę, co dzisiaj taka już bliska?
Raduj się, serce, pieśnią dla Łodzi,
gniewną, wydartą z gardła konfiskat.

Władysław Broniewski, "Łódź"


Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @MARTA.LUTER Jestem dziennikarzem, nie zapiszę się do żadnej partii. :)
  • @LUBICZ Istnieją zwroty potoczne, które mają swój ściśle określony sens, co powinieneś...
  • @ZBYSZEK Proszę Pana, osiem lat rządziło PO i jakoś nie mówiłem / nie pisałem, że nie ma...

Tagi

Tematy w dziale Kultura